Miałem nadzieję, że dzisiaj w Jeleniej Górze będzie lepiej. I było … ale nie do końca.
Pierwszy set do złudzenia przypominał dwa pierwsze sety z ostatniego meczu z Dekorią. Jego pierwsza połowa to gra niemal punkt za punkt. Potem jeleniogórzanie odjechali na 4 punkty i taką przewagę utrzymali do końca seta (25-21).
Set drugi to już to, co chcielibyśmy częściej oglądać. Świetne ataki Mateusza Synówki z lewego skrzydła. Mocne i celne uderzenia Filipa Góraka. Kilka niezłych ataków środkiem Dawida Rydzewskiego. Parę niezłych (także potrójnych) bloków. Wszystko to razem spowodowało, że od 10-tego punktu Tygrysy utrzymywały dwa punkty przewagi aż do stanu 19:21. Wtedy trener gospodarzy poprosił o czas i … dobra passa Tygrysów się skończyła. Po prostych błędach zrobiło się 22:22 a potem 25:22.
W trzecim secie dotrzymywaliśmy kroku rywalom tylko do stanu 5:5. Cała ta partia to zupełne przeciwieństwo seta drugiego. Nierówny blok, brak asekuracji, zła wystawa, kłopoty z przyjęciem, brak skuteczności w ataku i skończyło się 25:19.
KS Jelenia Góra – Tygrysy Strzelin 3:0 (25:21, 25:22, 25:19)
